środa, 25 grudnia 2013

Zabawa na święta! BOKEH


Zapewne nie raz widzieliście w internecie zdjęcia, takie jak wyżej. To tzw. bokeh. Choinki już macie przystrojone, pooświetlane, więc możecie wziąć swój najjaśniejszy obiektyw i do dzieła! A sprawa jest bardzo prosta. Trzeba zrobić prostą nakładkę na obiektyw. Najlepiej przedstawił to w swoim filmiku Eirik Solheim.

Ja zaczęłam się bawić w bokeh parę lat temu, więc pierwsza nakładka jaką wykonałam wyglądała podobnie do tej z filmiku. Jednak jeśli nie chcecie się męczyć możecie dociąć koło dopasowane do waszego obiektywu, wyciąć w nim np. gwiazdkę i zrobić coś na kształt filtra z otworem :) 

Moje nakładki sprzed lat wyglądają tak:

Efekt możecie sprawdzić na swoich choinkach, jednak "na szybko" możecie sprawdzić to na poniższej grafice:


 I oto efekty moich nakładek:

czwartek, 12 grudnia 2013

Prosty sposób, aby dziecko spojrzało w obiektyw.

Kto próbował, ten wie jak trudne jest fotografowanie dzieci. A raczej skupienie ich uwagi na aparacie. O ile na początku "Zobacz! Tu wyleci ptaszek!" działa, o tyle po kilku takich akcjach dziecko już nie da się nabrać... Raz mi się zdarzyło, podczas fotografowania małego Marcelka, że ten swoimi rączkami odsuwał aparat z mojej twarzy. Wszystko dlatego, że czarna puszka dla dziecka nie jest interesująca. No chyba, że pozwolisz dziecku raz zrobić zdjęcie, wtedy gwarantowane, że będziesz miał u boku małego fotografa, a nie modela :)

Ja mam mały sposób na maluchy, które nie lubią czerni aparatów. Mały, prosty i bardzo szybki sposób. Potrzebujesz tylko nożyczek, igły z nicią, kawałków materiału (filc jest idealny do tego typu zabiegów) oraz gumki do włosów. No i przed wszystkim choć trochę musisz potrafić szyć :P Ja wybrałam gumkę grubszą, obszytą materiałem. Oczywiście możecie wziąć taką zwyczajną, ale wtedy musicie poświęcić chwilę na obszycie jej :) Mając to wszystko zaplanuj co chcesz naszyć na gumce. 


Według swojego zamysłu, wytnij elementy z materiału/filcu i naszywaj na gumkę.


W ostateczności otrzymujecie kolorową zabawkę nakładaną na obiektyw. Z pewnością fotografowanie dzieciaczków pójdzie łatwiej i więcej będzie zdjęć, na których dziecko spogląda w obiektyw :)


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Jak używać wbudowanej lampy błyskowej w niekonwencjonalny sposób?

Czasem przychodzi moment, kiedy zmuszony jesteś użyć lampy błyskowej. Ja nie należę do wielbicieli flesza, jednak czasem po prostu trzeba go użyć. Ale kiedy już muszę, to najczęściej sięgam po zewnętrzne lampy:
1. Nikon SB-400
2. YONGNUO YN-465
3. Dyfuzor POP-UP
Jednak nie każdy ma taką lampę pod ręką. Jeśli aparat masz tylko do użytku "domowego" to zapewne nie masz podobnych lamp. Masz za to jedną, wbudowaną, która daje płaskie i bardzo sztuczne światło. Chcesz zrobić zdjęcie jakiegoś przedmiotu, aby wystawić go na aukcję. Robisz zdjęcie i... kicha. Robisz kolejne i kolejne i każde następne jest gorsze od poprzedniego. Nie widać szczegółów, światło brzydko odbłyskuje w elementach przedmiotu i inne takie historie... Co robisz? Rezygnujesz z zabawy z fleszem i robisz "z ręki" poruszone zdjęcie bez użycia lampy. Jest jeszcze jeden sposób na rozproszenie światła flesza, taki do kupienia (na zdjęciu powyżej pod numerem 3). Kosztuje niewiele, ale... musisz czekać aż przyjdzie, a ty nie masz na to czasu.  

CO ROBISZ?

Idziesz do łazienki, zabierasz lusterko i do dzieła! Lusterkiem możesz swobodnie odbić światło flesza tak, aby było bardziej naturalne. Najczęściej światło odbijam od sufitu - bo biały :) Możesz odbić od ściany, od kawałka białej kartki, od folii aluminiowej... masa możliwości! Ja zabrałam z półki moją skarbonkę (niestety zawsze pustą), w której światło flesza jak widać odbija się mocno. 

Przystąpiłam do działania z lustrem i odbijałam światło od sufitu, ściany i pudełka, które stało na biurku po prawej :P




Wbudowana lampa błyskowa według mnie strasznie niszczy fotografię. Zabiera jej całą przestrzeń. Lustra możecie używać dowolnie, byle tylko było wam wygodnie :) A tu jeszcze dla porównania zdjęcia bez i z odbiciem:


Możecie dowolnie kombinować z kierunkiem odbicia światła, więc zostawiam Was z tym postem i życzę miłej zabawy z lusterkiem i fleszem!

czwartek, 5 grudnia 2013

Zrób to sam: Filtr zmiękczający

Na znanym wszystkim portalu aukcyjnym można znaleźć szeroką gamę akcesoriów fotograficznych. Wśród nich znajdziemy wiele filtrów efektowych. Kolorowe, połówkowe, gwiazdkowe czy zmiękczające... Możemy kupić każdy taki filtr (koszt takiego filtra na allegro to 20 zł wzwyż). Ale przecież możemy zrobić je samemu! I to naprawdę niewielkim kosztem! Dziś pokażę Wam jak zrobić filtr "zmiękczający". "Zmiękczający" w cudzysłowie, ponieważ nie będzie on dawał dokładnie takiego samego efektu, jak ten fabryczny. Jednak nie mogę znaleźć innego określenia na ten mój filtr. Zaczynajmy więc!

To czego potrzebujecie to: matowa folia (koszulka na dokumenty) lub okładka na zeszyt (matowa), dekielek od obiektywu na który chcecie owy filtr zastosować i nożyczki oczywiście :) Co prawda ja swój filtr zrobiłam z plastikowej zakładki z zeszytu, który odsłużył swoje w drugim roku studiów. Mój filtr będzie twardszy od tego zrobionego z koszulki czy okładki. 
Teraz kilka dziecinnie prostych zadań. Po pierwsze odrysuj kształt dekielka na folii po czym wytnij go. Najprawdopodobniej kształt uzyskanego z folii kółka nie będzie pasował na obiektyw, ale wystarczy kilka docięć i voilà! 

Powinno wyglądać to mniej więcej tak:

Filtr możecie łatwo ściągnąć. 
Podczas fotografowania obiektywem zwróconym ku ziemi, Wasz filtr zrobiony z cienkiej folii może spaść, wiec lepiej podczas fotografowania przykleić go kawałkiem taśmy klejącej. Mój się trzyma :)

EFEKTY PREZENTUJĄ SIĘ NASTĘPUJĄCO:

Na bokach zdjęcia widoczna będzie biała winieta/zmiękczenie, natomiast środek kadru (czyli nasze wycięte kółko) będzie ostre i wyraźne. Przy zbliżeniach winietowanie będzie większe. Przy zdjęciach bardziej odległych będzie mniej widoczna. Możecie zrobić drugi filtr - z mniejszym otworem, wtedy winietowanie będzie widoczne także przy zdjęciach dalszych.



wtorek, 3 grudnia 2013

Obiektyw stałoogniskowy do 100 zł!


W sieci masa jest zdjęć z małą głębią ostrości, czyli z ukochanym przez chyba wszystkich "rozmazanym tłem". Masz lustrzankę i chciałbyś, aby Twoje zdjęcia miały podobną cechę? Jednak Twój kitowy obiektyw nie daje takiego efektu jak obiektyw stałoogniskowy. Sprawdzasz w sklepach - koszt takiego obiektywu to średnio 700 zł. Mam dla Ciebie tańszą alternatywę! Poświęć chwilę i poczytaj ten post!

Po pierwsze idź na strych, do szopy lub w miejsce, gdzie mógłby się znajdować "aparat dziadka" :) Często nasi dziadkowie używali Zenitów wyposażonych w "stałki" Heliosa. Ale jeśli Twój dziadek nie lubił fotografować i zamiast Zenita miał Smienę - musisz poszukać obiektywu np. na allegro. Na aukcjach internetowych możesz znaleźć obiektywy z analogów w cenach od 40 zł. Oczywiście nie musi to być Helios, jednak on jest chyba najtańszym 50mm obiektywem.

 
Mój obiektyw to HELIOS 44M-4 ze światłem f/2.0


Żeby Twój "stary nowy" obiektyw zaczął współpracować z Twoim aparatem, potrzebujesz jeszcze jednej rzeczy, mianowicie adaptera M42. 

A działa to tak: wkręcasz adapter na gwint obiektywu, wkręcasz do gwintu aparatu, przełączasz aparat w trym M (manual) i fotografujesz :) Przysłonę i ostrość ustawiasz manualnie pierścieniem na obiektywie.


ADAPTERY M42:

1. Jest to adapter najprostszy. ZALETA tego adaptera to przede wszystkim cena (ok. 20 zł). Jednak są WADY - po pierwsze, w niektórych aparatach (np. w Nikonie) obiektyw z tym adapterem nie będzie ostrzył na nieskończoność, więc o ile zrobicie piękny portret, o tyle zdjęcia krajobrazowego już nie :(

2. Adapter z ostrzeniem w nieskończoność. W tym przypadku ZALETĄ jest to, że zrobicie i portret, i krajobraz. Ale zawsze jest jakieś "ale", które polega na tzw. "mydleniu", czyli niewyraźnych konturach i zmiękczeniu obrazu przy małej wartości przysłony. Trzeba zwiększyć wartość przysłony, aby efekt mydła zlikwidować, co jednak skutkuje utratą efektu dużego rozmycia tła. Kolejną WADĄ jest cena (ok. 60 zł). 

HELIOS + ADAPTER - EFEKTY:

Adapter nr 1:

Adapter nr 2:
 (wyraźnie widać, że kontury są jakby przymglone)


Ja osobiście wolę adapter pierwszy. Częściej używam stałoogniskowych obiektywów do portretów niż do krajobrazu, więc dla mnie nie ma różnicy czy przejściówka ostrzy na nieskończoność czy nie. Powiem Wam, że ponad rok używałam właśnie "dziadkowego" obiektywu, zanim kupiłam automatyczną stałkę od Nikona.